pp3088 pisze: ↑6 lat temu
Dla mnie z kolei A Line Of Deathless King to jeden z ich najlepszych albumów, prawie idealny. To Remain Tombless, I Walk With Them czy One Of Beauty`s Daughter wymiatają. Dobrze, że wspominasz o tym albumie. Tam mieliśmy do czynienia ze świetną produkcją, wszystko było dynamiczne, a gitary były faktycznie "brudne" (cały To Remain Tombless).
Z For Lies I Sire chodzi pewnie o otwieracz - My Body a Funeral. Faktycznie FLIS był trochę słabszy, tak samo jak Map Of All Our Failures (Kneel Till Doomsday jest za to świetny).
Tak, o otwieracz chodzi. Z
A Line of Deathless Kings za godne jakiejś tam uwagi uważam otwierający
To Remain Tombless i zamykający
The Blood, the Wine, the Roses. Reszta mnie nie grzeje totalnie, a i te dwa jak teraz słucham takie tam jak na MDB. Słuchałem tego w czasie premiery dużo, bardzo dużo pewnie, kilkadziesiąt razy i takie są moje wnioski. Inne są takie, że komu się podoba ten album bardziej, ten w 99% przypadków zaczął wtedy słuchanie My Dying Bride. Zacząłeś wtedy? Moim "ostatnim MDB" jak zaczynałem był
Songs of Darkness, Words of Light - moim zdaniem album ze 2 ligi lepszy. Choć też nie idealny, cierpiący na plastikowe brzmienie i kilka niezbyt udanych kawałków, to tam są też jedne z lepszych kawałków w ich karierze, np.
The Prize of Beauty (trochę mnie ciarki przeszły pisząc tę nazwę, z sentymentu),
Catherine Blake z niezapomnianym fragmentem, jak to Katarzyna się uśmiechnęła, zaczerpnęła powietrza i zakosztowała śmierci, czy spokojniejsze kawałki, jak choćby
My Wine In Silence. Po tym,
A Line of Deathless Kings był dla mnie po prostu zawodem. Nie ukrywam jednak, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat słyszałem tę płytę może raz.
pp3088 pisze:
Za to Feel The Misery był bardzo dobry. And My Father Left Forever by Ci się spodobał, tak samo jak To Shiver In Empty Halls (jeden z ich najbardziej doomowych utworów od 2004, sporo growli, melorecytacyjna zaśpiewka w bardzo fajnym stylu - tak Aaron jeszcze nie śpiewał).
Słyszałem ten
And My Father Left Forever, całego albumu to już mi się chyba nie chciało, bo i to jakieś porywające nie było, zaś
A Map of All Our Failures uważam za mierniznę okrutną. Dla mnie za bardzo to jest grzeczne, na jedno kopyto granie teraz w przypadku MDB, męczenie buły w tym samym klimacie, który nie jest moim ulubionym aspektem MDB, bo tym jest jego rozpaczliwość, a nie granie doomu dla dziewcząt w gorsetach, jaki męczą od
A Line of Deathless Kings. Można by tym kawałkom tytuły pozamieniać, na inne płyty wstawić i pewnie nikt by nie zauważył. Ta, wiem, na
For Lies I Sire wróciły skrzypce. I to tyle. No dobra -
My Body, A Funeral jest pewnie lepszy niż cokolwiek na poprzedniku.