
Katuję od wczoraj
Nightfall z
Ancient Dreams i tak mnie naszła refleksja - nie sądzicie, że Messiah na trzecim albumie Candlemass (
Ancient Dreams, jakby ktoś miał wątpliwości) ma parę momentów w których brzmi, jakby myślał, że śpiewa w Misfits?
Wspaniałe płyty swoją drogą, okładki również przepiękne, jak to obrazy Thomasa Cole'a mają w zwyczaju. Muzyka pasuje do nich doskonale, także przepływając granicę między rzeczywistością a baśnią, przypowieścią, czy mitem. Dźwięki te unoszą się w oparach biblijnych przestróg, mitologicznych odniesień, życiowych rad oraz tajemniczości zapomnianych krain i prochów cudów świata.
Jeśli miałbym zarzucić garścią pięknych utworów, to niech będą to wzruszający
At the Gallows End, z prześlicznym wprowadzeniem, czy kolejny z utworów o iście primordialowskim tytule, dzwonniczy
Mourners Lament - z
Nightfall - oraz
Darkness in Paradise ze swoim hiciorskim riffem będącym kwintesencją szlagierowości poprzedniczki, czy tytułowy - z
Ancient Dreams. O solo z
Bewitched nie wspominam, bo wiadomo, że zajebiste. Tak zwany
medley Black Sabbathów również bardzo udany, prawie by się pomylić można. Trochę ten trzeci album cierpi z powodu gry zespołu do metronomu, przez co w paru fragmentach lekko przynudza - szczęśliwie bardzo rzadko. Mogłoby być żywiej, gdyby było nieco koślawiej.