yog pisze: ↑7 lat temu
O ile rozumiem, to jednak Gaamalzagoth podaje Burzum wśród powodów, dla których chciał grać bm.
Wymienił wszystkie te zespoły, ponieważ zaliczały się do głównego nurtu w owym czasie, a Burzum i tak podał na szarym końcu. To jeszcze nie dowód nadrzędnego źródła inspiracji, podawał zespoły, które plebs powszechnie znał i słuchał, ale to on był artystą operującym szeroką wizją, który w tym siedział więc miał dużo większe pojęcie, o genezie gatunku. Chciał wstąpić w poczet głównego nurtu i być rozpoznawalnym biorąc wzorce z archetypu, jak to miało miejsce wśród reszty kultowych kapel. I mu się to udało, bo stał się główną ikoną surowego stylu.
Brzmi podobnie, bo wszystkie zespoły norweskiej szkoły black metalowej uczyły się grać od Bathory, tylko oni kładli większy nacisk na black metalową erę Bathory, a nie jak Burzum na klimatyczną i to jest zasadnicza różnica.
Obaj się interesowali Bathory, tylko Moonblood pod kątem siarczystego black metalu a Burzum głównie pod kątem atmosferika, bo nie był to taki rytmiczny viking tylko w dużej mierze atmosferik na ,
Twilight of the Gods , ulubionej płycie Vikernesa.
Co do niechęci do klawiszy i długaśnych wstawek ambientowych w black metalu, no cóż, teraz nikogo to nie bulwersuje, ale w tamtych czasach wśród purystów mogło budzić emocje i Burzum rzeczywiście mógł uchodzić za pozera szczególnie wśród tych, którzy uważali, że to Euronymous był ojcem założycielem, teraz ambient to nieodłączna część black metalu.
Tak w ogóle to początkowo wszystkie te podziemne hordy kaleczyły. Jednak moim zdaniem dojrzały Moonblood przerósł Burzum technicznie, bo Burzum w dużej mierze zawdzięczał swój sukces studiu i sztucznym zabiegom kosmetycznym. Główny powód dla prymitywizmu Burzum bierze się z tego, że był sam i nawet w Mayhem tylko grał na basie, co nie wymaga w black metalu jakiś niebotycznych umiejętności. Ludzie go po prostu oceniają pod kątem rzekomo zamierzonego minimalizmu, a i może dlatego, że wykraczał ponad konwencjonalny black metal, więc spoglądają na niego pobłażliwie i z przymrużeniem oka, ale jak już ktoś inny robi to samo, to ziewają, jawna hipokryzja.
Burzum to dzisiaj "rodzinny black metal", którego stare posępne babcie mogłyby z łatwością posłuchać, bo nie jest to jakaś toporna muzyka.
W czasach kształtowania się black metalu, grindcore to był główny trend muzyki ekstremalnej, więc takie prymitywne kompozycje na jedno kopyto nie były niczym odkrywczym. Warstwa liryczna stanowiła główne źródło inspiracji dla black metalu, był to okult, przed nastaniem ery Bathory zasłuchiwano się w Slayerze raz, że był łatwo dostępny, a dwa, bo miał okultystyczne treści, jak i oprawę, jednak z samej muzyki to niewiele. Nic dziwnego, więc że później próbowano desperacko to nadrobić, kładąc największy nacisk na samą formę, żeby prześcignąć grindowych komercyjnych pozerów.
Black metal to trochę zjawisko jak d-beat brano od Quorthona i z Sarcófago najbardziej obskurne i siarczyste elementy i powtarzalnie łojono je z największym namaszczeniem, bo chciano wycisnąć jeszcze większą okultystyczną ekstremę z uwielbienia do tego.
Burzum po prostu komponował pod chillującego Quorthona, a nie kipiącego agresją. Quorthon pierwszy pokazał, że można komponować muzykę agresywną, jak i również chillującą.
Quorthon to Demoniczny Bóg Cesarz Norweskiego Black Metalu i wszyscy norwescy black metalowcy, dobrze o tym wiedzieli, drżeli przed nim, bijąc mu pokłony. To, że wszystko brzmi, twoim zdaniem jak Burzum bierze się w dużej mierze z samej techniki nagrywania i sprzętu, a nie kalkowania Burzum. Burzum to najwyżej mogły kalkować płotki, a nie pionierzy ówczesnej sceny, którzy technicznie byli o wiele bardziej rozwinięci.
To, że Varg wpadł na takie granie, nie świadczy moim zdaniem o jego geniuszu, tylko że nie było to wcale takie trudne, mając do dyspozycji wszelkie niezbędne elementy i solidny fundament, poszedł z biegiem czasu.
No i sam fakt, że zakręcił się wokół odpowiednich ludzi, też dużo znaczy.
Jego największa zasługa to nagły wybuch obsesji i szału na tym punkcie, a nie geniusz kompozytorski. W niedalekiej przyszłości bez niego nadal by powstawały tak intensywne brzmienia, jak np. Darkspace tylko może dużo wcześniej, bo takie eksperymentalne pionierstwo przypadłoby bardziej utalentowanemu muzykowi, za którego śladem nie tylko by poszli sami socjopaci, piwniczni sataniści i naziści odstraszający normalnych ludzi.
Burzum to nie jest już ten tradycyjny black metal tylko w owym czasie stronienie od black metalu. Jest to sabotaż, dewiacja i smutny upadek.
Co w przypadku Varga jest naturalnym podejściem, bo go traumatycznie nienawidzi.
Desperackie i depresyjne brzmienie za sprawą instrumentalnego bałaganu z przyczyny braków technicznych wykonane na "murzyńskich instrumentach", nie jest to esencja black metalu. A ta ambientowa muzyczka Varga brzmi identycznie jak ograniczona technicznie ścieżka dźwiękowa do gier fantazy, dungeon crawlerów z Golden Boxa, czas też się zgadza, jak i sam fakt, że Varg był zagorzałym nerdem D&D.
Mam wrażenie, że dla niektórych tutaj samo trzymanie w ręku gitary już oznacza Burzum, może jeszcze mi powiecie, że bestialski i wojenny black metal również zawdzięczamy burżujowi. Z atmosferików głównie cenię sobie scenę grecką, której najbliżej do Bathory i jedyne, za co jestem w stanie podziękować Vargusiowi to Summoning, a za całą resztę FUCK OFF!!!
Podsumowując,
Black Metal nie kończy się na burzum, a nawet nie zaczyna!
Ktoś, kto nie słucha starej szkoły BATHORY, HELLHAMMER, Sarcófago, (wykluczając burzum) a ze złotej ery MOONBLOOD, Czarne Legiony, szkoły szwedzkiej i fińskiej, zwierzęcy i wojenny black metal, tylko jakiś depresyjnych wyjców i samych atmosfirów nie jest i nigdy nie będzie godzien bycia true!
Koniec i kropka.