Obecnie jeden z najlepszych projektów na krajowej scenie black metalowej. Skład teoretycznie nieznany ale wiadomo, że KMWTW. Na koncie jedynie dwie EPKi, łącznie jakieś 40 minut muzyki. Muzyki pełnej szaleństwa, złej i niedobrej. Zresztą co ja się tu będę produkował, poniżej liny do odsłuchu.
Dyskografia: 2015 - Kręte drogi [EP] 2017 - Jak zabija diabeł [EP] 2019 - Matka na sabacie [EP]
Tej drugiej nie mam, ale tę pierwszą kupiłem za namową kumpla i bodajże raz zakręciła się w odtwarzaczu. Ekstremalne to to jest, ale cholera już było tyle razy, że widocznie przeleciało przez uszy i na tym się skończyło. Myślę jednak, że mogłem tej płycie poświęcić zbyt mało czasu. Wrócę z majówkowych wojaży, to ją przekatuję i może powiem w temacie coś więcej.
Kręte Drogi dobra epka i na starym forum znalazła się u mnie na zestawieniu 2015 epek. Jak zabija diabeł jeszcze nie miałem okazji posłuchać, a ogólnie to czekam na jakiegoś pełniaka od tej ekipy.
if you can find it on the internet, it's not underground.
Posłuchałem raz jeszcze. Od 14 minuty rzeczywiście coś zaczyna się tam dziać, ale i tak niewiele. Rozumiem, że komuś, kto lubi chamskie napierdalanie, może to się podobać, ale ja po "Krętych drogach" włączyłem sobie nowe Medico Peste i dopiero wtedy usłyszałem ciekawą muzykę. No, nie jest to złe, fani Anteusów oraz innych podobnych będą w niebo/ piekło wzięci, ale dla mnie wieje chujem. Ech, kiedy ktoś w Nadwiślańskim Kraju nagra znów coś na poziomie "Inhuman Riutal Massmurder" Thunderbolt ?
Odświeżyłeś yogi temat, to zapuściłem sobie "Kręte Drogi" i muszę przyznać, że zdążyłem zapomnieć jak to leci. Bardziej to ekstremalne i szybkie niż mi się wcześniej wydawało. Mimo wszystko nie pokusiłbym się o porównywanie Death Like Mass do pojebańców w stylu Antaeus, bo jednak siła rażenia zdecydowanie nie ta. Bardziej brzmi to jakby chcieli grać coś w podobie "De Mysteriis Dom Sathanas" i całkiem dobrze im to wychodzi (choć jak już wspominałem nie raz "DMDS" jest tylko jedno i wątpię żeby ktokolwiek do tego samego poziomu doszedł). Wokale zdecydowanie na plus.
Ostatnio nawet chciałem temat zakładać, bo myślałem, że nie ma. Słychać pewne odwołania do CdG, nie wiem czy zamierzenie czy nie, ale jak mają na wokalu wiadomo kogo, to skojarzenia nasuwają się same już od pierwszych plugawych wersów.
Dosyć siekowata to muza, mocno intensywna i gęsta. Niby nic nowego, ale dostarczają w swoim graniu wszystkiego, czego można od takich tworów oczekiwać, także całość jest jak najbardziej na duży plus. Nie pogardziłbym pełniakiem, chociaż muszę przyznać, że jest to na tyle ciężkie i absorbujące odbiorcę granie, że niedosytu po przesłuchaniu którejkolwiek z EPek za bardzo nie odczuwam - lepiej, żeby duża płyta nie przekraczała tych 35 minut, bo przy takim graniu, bardzo łatwo jest przedobrzyć i wymęczyć słuchacza.
Niemniej jednak, zapowiada się bardzo obiecująco... zobaczymy co z tego wyjdzie w przyszłości
Belzebóbr pisze:
a ja jak najbardziej słucham muzyki z tidala i spotifaja, o wiele lepsze to i poręczniejsze niż słuchanie z jakichś śmiesznych CDków. Przynajmniej można się do głośnika na bluetooth podłączyć
Dla mnie ten projekt jest potwierdzeniem, że czego by się pewni ludzie nie tknęli, to wychodzi co najmniej platyna. Dodatkowo rozpatruję ten projekt jako ekstremalne ogniwo w rytualno-magiczno-klimatującym graniu, które jest podane w takiej formie, na jaką nie ma co liczyć u takiego Bestial Raids. Kto miał przyjemność tak jak ja uczestniczyć w ostatniej trasie Mgły i słyszeć te kawałki na żywo, ten wygrał życie.
To ja mimo wszystko wolę zdecydowanie Bestial Raids, ale ciężko ich porównywać z bohaterami tematu. Tu mamy jednak black metal, z tym że zagrany w formie eleganckiego napierdolu, ale w oparach rytualnych jak to określiłeś. Bestiale to już rasowy war metal, na pełnej kurwie, chamsko i prymitywnie ku chwale sejtana. Inny rodzaj grania, stąd nie ma co porównywać. Do Kultu Golasów też ciężko, bo tam znacznie więcej przestrzeni, wolniej i mocniejsze nastawienie na klimat i transowość, DLM jest bardziej skomasowane i tłuste w brzmieniu. Wokale wiadomo kto kładzie i dlatego są one takie zajebiste, bo barwa tego pana zdecydowanie jest unikatowa na skalę przynajmniej rodzimej sceny, no i zdecydowanie jest ona bardzo pasująca do black metalowych ram.
Ja właśnie dlatego ich nie porównałem a wręcz napisałem, że oni w swoim kolektywie są tym ekstremalnym ogniwem, bo u Bestiali to jednak inaczej wygląda wszystko
Nowy materiał Death Like Mass, czyli album Matka Na Sabacie pojawi się tej jesieni limitowanym do 666 sztuk nakładem Malignant Voices/Under the Sign of Garazel.
Panzer Division Nightwish
yog6 lat temu
Tormentor
Posty: 17820
Rejestracja:9 lat temu
yog
Jak zabija diabeł ma się niedługo ukazać na LP, zapewne za sprawą Malignant Voices, skoro tym się chwalą (może wspólnie z UtSoG).
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Nie dałem rady. Może nie mam po prostu chwilowo zapotrzebowania na takie coś, no ale... sorry. Nie mam pretensji, widać mieli taką akurat wenę, ale ja poczekam, aż znów przypierdolą.
deathwhore6 lat temu
Tormentor
Posty: 4653
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej
deathwhore
A mnie się bardzo podoba, to chyba pierwszy materiał nie będący odpadem Lvcifyre, faktycznie napisany dla Death Like Mass? Takie black/ death metalowe słuchowisko, najlepiej smakuje za pierwszym razem, gdy nie wiemy co wyjdzie z tych dłużyzn.
Nebiros pisze: ↑6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
Mnie też się bardzo podoba, dorzucam sobie do zamówienia. Chociaż nie przesadzałbym z tym odpadem z Lvcifyre. Tzn nie wiem jak muzycy traktują te numery, czy faktycznie jak coś podczas pisania matexu pod autorów Svn Eater trafia do szuflady to potem z tej szuflady ląduje na tapecie DLM, ale jeśli tak, to chyba muszą mocno przebudowywać te kawałki, bo różnice słychać ewidentne. Ogółem najnowszy materiał brzmi bardziej pod Cultesów, chociaż też to coś zupełnie innego.
Ta Matka Na Sabacie to jest z tego co pamiętam jakiś poemat Crowleya.
EDIT: No tak, w końcu to jego oczy są na okładce.
Panzer Division Nightwish
yog5 lat temu
Tormentor
Posty: 17820
Rejestracja:9 lat temu
yog
Takie zajebiste kasetki Matki Na Sabacie w Triangulum Ignis się ukazują:
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Włączyłem po długiej przerwie i słodki Jezu na kruchym spodzie lukrem polany, jakież to jest ultra dobre. Najbrutalniejszy z czarcio-wiedźmowatych klimatów od tych ludzi, oczywiście niepozbawiony finezyjnego klimatowania.
Kręte są czarownic drogi, oj kręte. Ale przede wszystkim są zajebiste. Tutaj nawet nutka jakiegoś z lekka awangardowego odjechania się przewija ciągle w tle. Niesamowicie mocny materiał i najlepsze wydawnictwo tego projektu.
Ja mam ochotę i słuchałem już nawet dwa razy, co jak na mnie jest dużą liczbą, ponieważ poprzednie albumy były nudne i nawet ich już nie pamiętam, a tu proszę. Chciało się wrócić, niż tylko posłuchać z przyzwoitości, żeby potem móc mówić metalowcom, że są głupi i podążają za trendami. Chociaż po co im to mówić? Oni to doskonale wiedzą.
W tej muzyce diabła raczej nie na, bo za wolna, diabeł, to jest jak zjesz bigos i popijesz go czerwonym barszczem własnej produkcji. Ale i tak rzec mogę, że bardzo przyjemnie słucha się tego jako całości, albowiem ponieważ, że kompozycje są bardzo nastrojowe, całość jest nieoczywistą i rzadko trafiają się jakieś przewidywalne momenty. Momentami słyszę nawet heavy metal, co absolutnie nie znaczy, że jest skocznie. Po prostu jak poleci jakieś solo, to słychać, że klasyka metalu była słuchana i próbowano ją wprzęgnąć w cały ten koncept pogiętego black metalu. Momentami przynudzają, to fakt, ale są też takie, gdzie trudno o brak gęsiej skórki. Ja tam się bardzo zaskoczyłem. Choć nie jest to coś, co mnie kręci w stu procentach, to niewątpliwie zaskoczyło swoją atrakcyjnością. Zatem - dla mnie najlepszy album w ich karierze zawodowej. Nie ma lipy głupie cipy. Nie waliliście jeszcze konia do tej płyty, zatem niechaj mój wpis będzie do tego przyczyniłem.
Wraz ze zmianami na gorsze jeśli chodzi o szatę graficzną, o czym wspomniał wyżej yog, mamy i trochę zmian muzycznych i niestety nie przekonują mnie one.
To co przede wszystkim mi nie siedzi to dość spora ilość thrashujących szarpanych, połamanych riffów (zwłaszcza w średnim tempie - np. drugi numer Czwarta Bestia Z Góry Horeb,czy potem Holy Traitor i Mercy and Bloodlust, no kurwa...nie!). Nie jestem przeciwnikiem poczerniałego thrashu, no tylko nie tego oczekuję od DLM... i nie aż w takich proporcjach. Diabeł ma zabijać gwałtownie, pluć siarą i masakrować wszystko równo z glebą a tu mi tego brakuje. Nie chcę techniki w grze DLM a napierdolu i czystego zła tak jak uczono na The Return...... , gitary powinny płynąć, ciągnąć się i tremolować a chwilę oddechu wolałbym łapać choćby na jakiejś schizofrenicznej i rytualnej wycieczce znanej np z Matki na Sabacie /oczywiście tym razem sporo krótszej/.
No i brzmienie - jest gorzej - czytaj czyściej i selektywniej niż poprzednio z bardziej wysunięta perkusją:(. Ech..Nie o taki bleczurek mi chodziło na debiucie.
Po wywaleniu trzech wspomnianych numerów zrobiłbym z tego dobrą 30to minutową EPkę a na nieco zmienione brzmienie przymknąłbym jakoś oko bo te 5 pozostałych utworów to konkretne, bardzo dobre strzały... nie wspominając o świetnym, nieco Sodalicyjnym, The Killing of Abel , który razem z Krocz ze mną Ojcze wybornie zamykają album.
O wokalu w ogóle nie trzeba wspominać - cały czas najwyższy poziom.
3 x EP > duży album.
There's something growing in the trees__Through time war prevails_____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me________Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ____Face the consequence alone ____With honour - valour - pride
deathwhorerok temu
Tormentor
Posty: 4653
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej
deathwhore
Ja się już nauczyłem czytać posty brzaska - jak mu się nie podoba, to znaczy, że trzeba posłuchać No fakt faktem pierwsze kółko DLM zrobiło u mnie tydzień temu, ale to z kumplami w samochodzie, więc wiadomo jakie to słuchanie.
U mnie jest dokładnie odwrotnie, wszystkie powyższe minusy to dla mnie zalety na tej płycie. Ogólnie nie przepadam za stylem gry T.Kaosa, te jego riffy często bywały zagrane w taki rozmyty sposób, a tu jednak bardziej postawił na konkret. Jedna z lepszych rzeczy jakie słyszałem spod jego palców.
Nebiros pisze: ↑6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
Nie napisałem że płyta mi się zupełnie nie podoba tylko wyliczyłem jej mankamenty bo liczyłem na coś innego.
deathwhore pisze: ↑rok temu
Ogólnie nie przepadam za stylem gry T.Kaosa, te jego riffy często bywały zagrane w taki rozmyty sposób, a tu jednak bardziej postawił na konkret.
A widzisz, a ja wielbię taką grę.
Z shoutboxa pamiętam, że np. "Benediction p.I" Sodality Ci się podobało.
There's something growing in the trees__Through time war prevails_____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me________Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ____Face the consequence alone ____With honour - valour - pride
deathwhorerok temu
Tormentor
Posty: 4653
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej
deathwhore
No to tak wiadomo, pół żartem, nie badźmy tak poważni. Sodality było dobre, co prawda cały czas mam w kolejce "żeby wrócić", bo od tamtej pory raczej nie słuchałem, ale w wolniejszych tematach lepiej się dla mnie sprawdza. Szybki wpierdol, na mój gust, powinien być gitarowo albo dość precyzyjny i klarowny, albo prosty, jak w Bedtial Raids.
Chociaż wcześniejsze (bez matki na sabacie) materiały dlm mam w domu, kiedyś bardzo mi się podobały, niedawno wróciłem i... ok, ale bez szału, nówka najlepsza.
Nebiros pisze: ↑6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
Hajaszrok temu
Raubritter
Posty: 5553
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: Opole
Hajasz
Niedawno pisałem, że po tej płycie sporo osób się obsra bo nie będą gotowi na taką lagę. Niestety ale większość z nich akurat słała kupon w lotto i co? Chuja wygrała choć to jakby nie patrzeć też nagroda. Spodziewałem się bardzo dobrego albumu ale go nie dostałem, zszedłem do chociaż po prostu dobrego ale go nie dostałem. Generalnie wcześniejsza twórczość tego zespołu lata mi i powiewa ale szanuję, że po tylu latach w końcu jest debiutancki album. No ale jak żyć kiedy to ani bardzo dobre ani dobre? Wykurwiście bo to zajebisty album i na spokojnie jeden z pierwszej piątki ostatnich 20 lat na naszej scenie. Album ewidentnie podzielony na trzy części, gdzie pierwsza z nich to trzy pierwsze kawałki po polsku. No i zaczyna się magia. Wygnaniec z automatu znajduje się w ścisłej topce najlepszych polskich blek metalowych kawałków. Piękny powiew grozy, śmierci z tą suchą i szorstką perkusją. Cudownie to płynie a kiedy gdzieś tak po 4 min wchodzi ta stopa i blacha niczym w Corporal Jigsore Quandary i trzyma ten rytm do końca to robi się bardzo mokro. Lecimy dalej. Czwarta Bestia to pierdolony hołd dla Kata i tak właśnie taki kawałek powinno się zagrać na pewnym pogrzebie aby okazać szacunek zamiast profanowania przez bandę siurów i skurwysynów wszelakich hołubiących się mianem fanem. Numer 3 Pan niechcianych grobów to kolejny hicior ze świetnym tekstem i iście grobowym soundem. Absolutnie te trzy numery to najlepsza rzecz na płycie. Dalej kolejne trzy kawałki teraz po angielsku i właśnie spotyka się bathorowski The Return z klasykami Kat oraz szczyptą rodzimego diabelstwa spod znaku CDG i Sodalicji. Pierwszy z tych kawałków to chyba najszybszy na całej płycie z piorunującymi jazdami po werblu. Czysty ogień. Kolejny Święty Zdrajca ja go widzę na na dwójce lub trójce Bathory. Totalny hit. Czerń, czerń i tylko czerń. Ostatni zaś to uuu i co tu się dzieje najpierw wjazd z solóweczką taką na 1 min przy death metalowym motywie niczym w starym Pungent Stench. Oczywiście potem przemawia diabeł by po chwili zrobić mały popis na bateriach i dalej zjeżdżamy w piekło z kolejną przerwą na świetne solo. Kapitalnie zaaranżowany kawałek. Płyta kończy się dwoma kawałkami najwolniejszymi jeden 8 min kolos po angielsku i zamykacz ze świetnym tekstem, już sobie nucę Szatanie krocz ze mną po nocy. Dawno nie miałem okazji posłuchać płyty a zwłaszcza blek metalowej, gdzie rozpierdala część otwierająca i dopierdala część zamykająca. Tu tak jest i jestem w chuj podjarany bo słychać, że te lata nie poszły na marne przy tworzeniu tej płyty. Jedynie kawałek The Killing of Abel mi nie pasi bo przez 8 min nic się nie dzieje a wiele razy się zapowiada a tu takie kręcenie się wokoło Macieja. Drobny zgrzyt i nic więcej. Genialny album to jest 100% piekła w piekle. Rewelacyjne brzmienie niby nowoczesne a jednak brudne. Baterie to dla mnie arcyklasa. Uwielbiam ten suchy sound i ten łupiący werbel. Wyszło kapitalnie. Kiedy to piszę to jedną ręką trzymam Wacława bo się rzuca jebnany bo chce więcej. Ok płyta zamówiona bo to należy mieć i czcić. Oto słowo Pańskie.
Zawsze jest mi smutno, kiedy muszę się zgadzać z jakimiś śmiesznymi lifemetalowcami, ale no niestety. Nowe Death Like Mass to prawdopodobnie najlepszy materiał jaki nagrali. Doskonałe odświeżenie formuły przy ciągłym byciu Death Like Mass.
Siara, smoła, bluźnierstwo, zło, czary i czarty? Tego tu jest na pęczki, od pierwszego utworu do samiutkiego końca. Wokale jak zawsze klasa totalna. Brzmienie? Doskonałość już z samych pliczków/strimu. Kompozycje? Rewelacja. Dynamiczne, pomyślane, ostre jak maczeta, chwytliwe - wszystko na raz. Inspiracje? Kat jak chuj. Jakieś Det Gamle Besatt to zostało przy holdowaniu Katowi zruchane na miazgę.
Z miejsca odpaliłem po raz kolejny, a już niebawem wrzucam placek do koszyka. Po pierwsze, dołącza do czołówki black metalu 2024, po drugie dołącza do czołówki polskich płyt z metalem ostatnich lat. No rewelka total, nie spodziewałem się.
Hajasz pisze: ↑rok temu
Jedynie kawałek The Killing of Abel mi nie pasi bo przez 8 min nic się nie dzieje a wiele razy się zapowiada a tu takie kręcenie się wokoło Macieja. Drobny zgrzyt i nic więcej. Genialny album to jest 100% piekła w piekle.
Nie no, bardzo dobry numer. Posłuchaj jeszcze raz i zobacz co się dzieje mn.więcej od połowy do końca - w okolicy 4 minuty chłopaki postanawiają nam przypomnieć jak genialnie potrafią się zawiesić i pomedytować nad piekielnymi czeluściami .
Czyżby w samej końcówce zapowiadali drugą część Błogosławieństwa? Bardzo bym chciał.
Wspomniany Krocz, ze mną Ojcze przezajebisty.
Generalnie jest bardzo dobrze, słuchałem w nocy i dziś znów płynie po chwilowej przerwie na Pestki. Choć przeskakuję kilka płycizn o których pisałem;)...to płyta mocno zyskuje za każdym razem.
There's something growing in the trees__Through time war prevails_____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me________Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ____Face the consequence alone ____With honour - valour - pride
yogrok temu
Tormentor
Posty: 17820
Rejestracja:9 lat temu
yog
Dwa odsłuchy za mną i niestety bez zaskoczenia, jak to prawie zawsze w przypadku twórczości T. Kaosa, rozmijamy się. Zazdroszczę, jeśli to dla kogoś przezajebiste, mi nawet wokale Mareczka nie ratują przynudzających riffów. Pewnie jeszcze popróbuję, ale póki co to samo, co zawsze w przypadku tej kapeli.
Destroy their modern metal and bang your fucking head