Mniam mniam, dwójeczka Nexwomb. Duet z Oregonu po raz drugi zalewa nas ciekłą smołą pod wysokim ciśnieniem. Traktowani jesteśmy graniem na zdecydowanie wysokich obrotach, w klimacie z okolic Ross Bay Cult Eternal, niebywale gęstym, niemelodyjnym, nic nowego nie wnoszącym do kanonu war metalu, na wskroś wtórnym… Mocarnie zadymiona, w chuj duszna napierdalanka z głębokim, wyrzygującym okrężnicę wokalem i mocno podbitą sekcją rytmiczną. Gitarowe harmonie to wojenna poezja, mogąca być inspiracją dla niejednego operatora ciężkiego karabinu maszynowego.
I am Satan's generation and I don't give a fukk.
deathwhore3 lata temu
Tormentor
Posty: 4653
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej
deathwhore
Ot, taka ciekawostka z Florydy. Mieczysław na wokalu.
Nebiros pisze: ↑6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
Taki metal śmierci uwielbiam i mogę do niego wracać bez kręcenia nosem. Jak ktoś nie słyszał, to polecam. To nie jest zwykły death metal, to wyjątkowy przekaz z drugiego krańca świata.
Jak uwielbiacie Ulcerate czy Portal – to Convulsing jest dla was.
Lykoponton, pierdolonton { borze, co za debila nazwa} to taki twór z USA z gościem z Blood Incantation, który tutaj gra wraz z mrocznymi kolegami industrialny black metal, momentami zaciągnięty riffem żywcem podpierdolonym kapeli grającej o kosmitach, co tylko nadaje muzyce charakteru. Do tego mamy umpa - umpa, szlifierki ( @pit!) i jakieś ambienty. W sumie nieco kojarzy mnie się z projektem Mrtvi, który tu (wraz z Ryszardem) polecałem. Jak zwykle polski awangardowy BM wypada przy tym jak chuj do szczania i nawet Siksa tu nie pomoże. Na koncie jeden materiał, ale w drodze drugi z okładką, która bardzo, bardzo mi się podoba.
Nie pamiętam, w którym miejscu @Pioniere to polecał, to wklejam tutaj. CassiberMan or Monkey na wstępie od razu zaznaczę, że to jedna z najlepszych polecanek od tego pana, co czasem zachowuje się jak połączenie schizofrenika z kapryśnym dzieckiem, mającym zadatki na psychopatycznego kłamcę. No ale dość tych osobistych komplementów.
Muza to pogranicze zwariowanego rocka, post-punka, free jazzu, noise. Totalnie bezkompromisowa improwizacja, coś jakby kilku świetnych muzyków weszło do studia, wzięło wszystko co było do wzięcia, ze szczególnym uwzględnieniem heroiny, LSD, poprawiło amfą i zaczęło grać.
Ktoś, kto zna twórczość kolesi mógłby im założyć temat.
yog3 lata temu
Tormentor
Posty: 17820
Rejestracja:9 lat temu
yog
Dziwny post, jak na polecankę, po tym wstępie odechciało mi się dalej czytać.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Anticreation to pochodzący z Grecji duet, w skład którego wchodzi typ pogrywający również w Merciless Crucifixion, Vomit Church, Respawn The Plague, czy też Burial Hordes. Materiał ten jest miodzio i cacy, o ile ktoś oczywiście lubi smolistą i gruzowatą miksturę death oraz black metalu. Z jednej strony niedaleko tym dźwiękom do IMMOLATION, DEAD CONGREGATION czy INCANTATION, z drugiej jest też coś z greckiego black metalu. Anticreation oczywiście nie zapodaje niczego nowego, ale robi to na tyle rzetelnie i zdaje się, że szczerze, iż przekona do siebie kilku maniaków. Zasługują na uwagę mimo wielości podobnych produkcji wokół nas. Wygląda na to, że mamy, obok DEAD CONGREGATION, kolejnego mocarza w kategorii greckiego death metalu.
There's something growing in the trees__Through time war prevails_____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me________Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ____Face the consequence alone ____With honour - valour - pride
Co my tu słyszymy?
Kakofonia ubrana w spójne ramy? Sądzę, że tak.
Noisy, sprzęgi, pogłosy, gwałtowny free jazz, a może gwałtowny free rock? Tak.
Brutal Prog. Tak.
Uwaga! Produkcja Kevin Martin, w swojej stajni Pathological Records. 1994 god.
Miałem tego nie dodawać, ale nie dałem rady się powstrzymać; jak to mówią niektóre metalowce z foruma, nie dla wrażliwych uszek, albo jeszcze lepiej nie dla pizdeuszy.
Dodam od siebie cegiełkę: death metal prosty jak drut, bez innowacji i wyszukanych eksperymentów - czy to produkcyjnych czy kompozycyjnych. Ale jest ogień!
Jeżeli jakaś płyta ukazuje się nakładem Northern Heritage Records, to w ciemno można zakładać dwie rzeczy. Po pierwsze, że będzie to black metal. I po drugie, że będzie to rzecz na najwyższym poziomie. Nie inaczej jest w przypadku debiutanckiego krążka, pochodzącego z krainy tysiąca jezior, Apogeion. Tym razem nie jest to jednak chłodne, oparte na charakterystycznie melodyjnym dla tego kraju rzeźbieniu w tremolo, charakterystycznych dla drugiej fali. Są to dźwięki o wiele bardziej masywne i monumentalne, którym bliżej do twórczości spod znaku ARCHGOAT. Nie jest to może muzyka odkrywcza, jednak w kategorii Black Metal zdecydowanie wybijająca się ponad przeciętność.
Plaque des Enfers - debiutancki album rodzimego,jednoosobowego, black metalowego projektu Lamashtu.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Lamashtu, bo jest zbyt dobra, by przejść bez echa w zalewie końcoworocznych premier.
I am Satan's generation and I don't give a fukk.
Vortex3 lata temu
Tormentor
Posty: 3086
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: Strzałkowo
Vortex
Jeżdżąc dużo po Czechach, znalazłem tam bardzo fajną stację radiową o diabelskiej nazwie "Hey Radio". W ciągu dnia głównie skupiają się na puszczaniu heavy metalu, ale oczywiście są też rockowe klasyki i często zapraszają też swych rodzimych artystów. Tym razem padło na niejaki Trahir. No troszkę mi szczęka na kierownicę opadła kiedy włączyli materiał z debiutanckiego krążka, acz nie też takich świeżaków, bo chłopaki już trochę się turlają z tym projektem. Grają bardzo ciekawy, klasyczny heavy z mocnymi naleciałościami doom i stoner, naprawdę dobra rzecz.
T.O.M.B. „Terror Winds”
No proszę, jednak Amerykanie czasami potrafią pozamiatać. Z pełnym rozmysłem zblendowali ze sobą dysonanse Portal, osiągnięcia Mayhem z „De Mysteriis Dom Sathanas”, dorzucili do tego nieludzki chłód „czwórki” Darkthrone, doprawili mechanicznym sznytem, no i wyszedł potwór. Okrutna to rzecz i obowiązkowa dla każdego fana totalnie bezkompromisowego i diabolicznego metalu.
Szajtan pisze: ↑3 lata temuT.O.M.B. „Terror Winds”
No proszę, jednak Amerykanie czasami potrafią pozamiatać. Z pełnym rozmysłem zblendowali ze sobą dysonanse Portal, osiągnięcia Mayhem z „De Mysteriis Dom Sathanas”, dorzucili do tego nieludzki chłód „czwórki” Darkthrone, doprawili mechanicznym sznytem, no i wyszedł potwór. Okrutna to rzecz i obowiązkowa dla każdego fana totalnie bezkompromisowego i diabolicznego metalu.
Ekrom zabiera nas w muzyczną podróż do Norwegii lat 90tych i debiutów takich zespołów jak Covenant, Gehenna czy Troll. Majestatyczny black metal, w którym klawisze stanowią istotny element całości, ale nie stanowią fundamentu, a jedynie uzupełnienie. Ekrom to nie symfoniczny black metal, to bezpardonowy surowy wyziew, wypełniony po brzegi zimnymi riffami, szorstkim feelingiem i plugawym wokalem. Mamy tu 666% norweski black metal z jego najwspanialszego okresu. Jestem w szoku autentycznością tego materiału, jak doskonale zostały uchwycone emocje muzyki z tamtych lat. Zero skażenia nowoczesnością tylko dobre oldschoolowe granie, wykorzystujące sprawdzone patenty. Z tego co pisze zespół na swoim profilu debiut jest już gotowy, jeśli jego poziom jest taki sam jak tych trzech utworów, to klękajcie narody, na taki album czekam z utęsknieniem.
Debiutancki mini Necropolissebeth, niemiecko – kanadyjskiej kolaboracji w której skład wchodzą członkowie Hadopelagyal, Nuclearhammer i Death Worship. Bynajmniej nie połączyli sił, by porzeźbić na boku muzykę relaksacyjną czy innego stonerka. TTCCCLXXX to kolejna war metalowa bestia ich stworzenia. To, co zawiera to wydawnictwo, jest w zasadzie oczywiste. Piekło w sonicznej postaci. Przez trzy numery katowani jesteśmy black / death metalem w najsurowszej, nieludzkiej i wyjątkowo paskudnej postaci. Okraszonej stosownie wojennym brzmieniem, bez zbędnego czyszczenia ścieżek, z zachowaniem odpowiedniej ilości gruzu, by materiał posiadał odpowiedni tonaż a jednocześnie nie tonął w ścianie dźwięku. Nikt, komu do gustu nie przypadły składy wymienione wyżej, także i do Necropolissebeth się nie przekona. Za to każdemu, kto war metal kocha, „TTCCCLXXX” wejdzie gładko niczym szklanka wody po maratonie.
Split Brytyjczyków z Sewer Fiend z Czechami Plague Patrol to os decior, nie stroniący od nawiązań do doom, przez które przemawiają skojarzenia m.in. z: Autopsy,, Incantation, Asphyx, Mortiferum, czy Rippikoulu
Bezkresność odmętów sceny metalowej nie przestaje mnie zadziwiać. Podczas ostatniego nurkowania w tych nigdy do końca niezbadanych głębinach, natrafiłem na istną czarną perłę. Najnowsza propozycja Har Shatan jest najprawdziwszym satanistycznym graniem, potraktowanym z należytym pietyzmem i w zgodzie z zasadami sztuki. Te blisko trzy kwadranse muzyki to czysty black metal o wyraźnie rytualnym charakterze, nawiązujący do sposobu grania, rozpropagowanego przez ekipę muzyków z Trondheim. Nie uświadczymy tu żadnego tremolo, wszystko oparte jest o żylaste riffy w prostej linii wywodzące się z thrashu. Melodie są wysoce stonowane, Zepar (takie nosi imię nasz kompozytor) koncentruje się raczej na topornym rytmie, który ma za zadanie wprowadzić słuchaczy w liturgiczny trans, bo przecież ten gatunek to przede wszystkim kult, a dopiero później muzyka.
Najnowsza propozycja Har Shatan ukaże się na rynku trzydziestego pierwszego grudnia. Wszystkich zainteresowanych bezkompromisowym i przesyconym złem black metalem odsyłam do distro. Szkoda tylko, że ukaże się on tylko na kasecie i winylu, ale może z czasem ktoś wyda go na CD.
Wrzucam to do polecanek, żal byłoby umieścić to w rapie.
Hip-hop prezentowany przez DJ Vadima na debiucie z 1996-ego goda (bo to krajan putina) płynie wolno, lekko, a mgła unosząca się nad tą rzeką leniwych bitów jest mlecznobiała, ale przesycona pastelami. I sample.
Krótko mówiąc przykurkurwazakurwisty materiał.
Ps. To kolejny z artystów ze składanek Electric Ladyland z Mille Plateaux.
Wrócę jeszcze do DJ Vadima. Przesłuchałem całą serię USSR, czyli jeszcze jego kolejne trzy albumy plus dwa ostatnie i na żadnym z nich nie powtórzył tego niesamowitego leniwego klimatu z debiutu. Owszem jest to dobry hip-hop z fajnymi samplami, ale nie ma tego czegoś co pierwsza płytka, którą jeszcze raz polecam.
Earth Base One to płyta, w powstaniu której eks basiście i wokaliście NOCTURNUS pomagali byli muzycy ACHERON, DEATH i CANNIBAL CORPSE.Muzyka wypełniająca płytę to Death metal nawiązujący do starego amerykańskiego stylu: brutalnego, technicznego i zagranego z polotem. To płyta wypełniona bardzo dobrze skomponowanymi numerami, w których proporcje techniki do agresywności i atmosfery są idealne.
Death metal, który słyszałem wiele razy, ale który w takim wydaniu nigdy mi się nie znudzi. Polecam!
Obsidian Hooves, zachowując bezwzględną niemal czystość gatunkową, serwują śmiertelne granie w niemal wszystkich jego odcieniach. Kompozycje na Illuminating Void są zdrowo pokombinowane (nie mylić z przekombinowane), i naprawdę sporo się w nich dzieje. Co istotne, mimo iż panowie czerpią pełnymi garściami z klasyki gatunku, zaglądając zarówno do ogródka Gorguts, Immolation (często!), Broken Hope, jak i Titanblood , ich mozaika stanowi wyrazisty i na pewno absorbujący obraz. Bardzo dobry album, bez dwóch zdań.
Perkele! Licht des Urteils wydali bardzo dobry krążek Uhraamo. Ileż tu jest agresji! Wściekłości i gniewu! Szaleństwa! I - mniej lub bardziej - kontrolowanego chaosu. Mieszanka niewątpliwie wybuchowa.
JADE to klimat, atmosfera, melodie (ale z prawdziwego cukru, a nie sztuczne słodziki). Mnie ta muzyka kompletnie pochłonęła - jest tyle smaczków, że słucham, słucham i ciągle coś odkrywam. The Pacification of Death to wspaniały krążek i polecam sprawdzić!
Nicholas James Bullen - wokal, gitara, elektronika,
John Pickering - gitara i efekty,
i jeszcze trzech typków,
saksofon (to prawie jazz, a niech to),
produkował to John McBain.
Kawał bardzo dobrego szajsu. Chrzęsy, szumy, świdrujące gitary plus charczący saksofon (mogłoby być go więcej).
Pewnie najlepiej w Sore Throat, ale tutaj też musi być. Może jacyś dumiarze/sladżowcy czy inni hardkorowcy to łykną.
kurz pisze:
Kawał bardzo dobrego szajsu. Chrzęsy, szumy, świdrujące gitary plus charczący saksofon (mogłoby być go więcej).
Pewnie najlepiej w Sore Throat, ale tutaj też musi być. Może jacyś dumiarze/sladżowcy czy inni hardkorowcy to łykną.
Niezbyt do wątku Sore Throat pasuje. Rozumiem skojarzenia, ale nie traktujecie swoistego industrialnie-doomowego eksperymentu z jednej płyty w ich dyskografii, jako wyznacznika tego, z czym należy ten zespół ekstremistycznych punków kojarzyć, a jest to silnie napędzany grrindcorem, mocno hałaśliwy hardcore crust punk, gdzie punk to słowo klucz.
To również nie stanowi wystarczającego argumentu do przedstawianie ich w świetle takich skojarzeń, gdyż ogółem muzycznie się zbyt rozmijają, poza wspomnianym wyjątkiem. Już wcześniej miałem zwrócić na to uwagę @pitowi, ale zapomniałem. A gdy pojawia się powielanie tegoż imo "błędu", zwracam nań uwagę.
There's something growing in the trees__Through time war prevails_____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me________Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ____Face the consequence alone ____With honour - valour - pride
Pioniere pisze: ↑3 lata temu
To również nie stanowi wystarczającego argumentu do przedstawianie ich w świetle takich skojarzeń, gdyż ogółem muzycznie się zbyt rozmijają, poza wspomnianym wyjątkiem. Już wcześniej miałem zwrócić na to uwagę @pitowi, ale zapomniałem. A gdy pojawia się powielanie tegoż imo "błędu", zwracam nań uwagę.
Nicholas James Bullen - wokal, gitara, elektronika,
John Pickering - gitara i efekty,
i jeszcze trzech typków,
saksofon (to prawie jazz, a niech to),
produkował to John McBain.
Kawał bardzo dobrego szajsu. Chrzęsy, szumy, świdrujące gitary plus charczący saksofon (mogłoby być go więcej).
Pewnie najlepiej w Sore Throat, ale tutaj też musi być. Może jacyś dumiarze/sladżowcy czy inni hardkorowcy to łykną.
Badałeś takie projekty jak Flipper, No Trend, Flux of Pink Indians, Bodychoke? Rainbow Grave jest swoistą laurką dla nich.
Bodychoke obiło się o uszy. Tego posłuchałem przy okazji grindcorowców z Sore Throat i podeszło. W swoim czasie pójdą te co piszesz, ale wszystkiego naraz nie da się przyjąć. Trza się muzą trochę nacieszyć.
Tak na boku, to siedzę teraz w początkach grindcore i około coś tam coś tam zbliżonych i mam wnioski tego typu, że jak poniektórzy twierdzą, że demówki najlepsze, to mają rację. Im bardziej człowiek osłuchany w muzie (przynajmniej ekstremalnej) tym bardziej doce