Pewnie, że tak. Mogę się podpisać pod tym obiema rękoma. Człowiek sobie smaka narobił, a tu dupa i trzeba się obejść ze smakiemWędrowycz pisze: ↑4 lata temu Polin nie ma, więc nie ma co nawet rozkminiać. Mnie osobiście zainteresował temat, bo choć wiem że obecny skład to już nie to samo, ale jednak dwie pierwsze płyty Deicide, to już sztosy konkretne jak to młodziaki mawiają. Nawet z czystej ciekawości zobaczyło by się taki "Legion" w całości na żywca.

Pewnie Deicide wyglądało podobnie z perspektywy starszych kapel z Roadrunnera

W Deicide jest wokal dobry. Napisałem, że chujowy jest tylko miejscami. Są tam takie momenty, że udziwnia barwę.
Ale że Hajasz wrócił?DiabelskiDom pisze: ↑3 lata temu metalczyki lubią obrażać kapele/płyty, które im się nie podobają, ale jak ktoś napisze brzydko o ich ołtarzykach, to się napinają
Mielizna, co ty taki mientki na starość?dj zakrystian pisze: ↑3 lata temu To Hell with God i In the Mind of Evil, to dobre płyty. Momentami bardzo dobre, jak na weteranów. Ostatnia trochę gorzej, ale Benton nadal w świetnej formie.
Ja tam przy Overture bawię się dobrze jak przy Running Wild, zresztą jest tam sporo takich tematów jak dla pijanych piratów. Bardzo fajna płyta.dj zakrystian pisze: ↑2 lata temu Overture ma za dużo pitolenia rodem z melodefu, co zarzucano Santolli, jednak melodyjne były tylko solówki na płytach z jego udziałem. Tu jest za dużo melo zagrywek i przeciętnych riffów. Nawet na In the Minds of Evil te riffy jakoś bardziej kopały, jak w Godkill. A Scars dobra, ale trochę przereklamowana płyta. Na pewno agresywniejsza od 3 i 4, ale brak tam tej nośności, czy tam przebojowości Once i Serpent. Te płyty, to prawdziwe def metalowe przeboje, przy czym nie ma melodyjek i lukrowania.