Faktycznie ten numer taki jakiś... rozklekotany. Kupy i dupy się trochę nie trzyma. Jednak jeden kiepski utwór to jeszcze nie wyrok. Do brzmienia nic nie mogę się doczepić.
yog pisze: ↑7 lat temu
Uważanie Seasons in the Abyss za lepszą od South of Heaven istotnie nie da się wytłumaczyć inaczej, niż kindermetalstwem
Kawałek nie ma szans z zajebistym Last Man Standing, ale nie jest taki zły. Mógłby być po prostu krótszy, bo trochę przynudza.
porwanie w satanistanie pisze: ↑7 lat temu
Powiem uczciwie: może to po prostu taki poranek, ale znudził mnie ten numer. Brzmienie też coś nie bardzo takie.
Nie wiem w czym problem, według mnie brzmienie jest spoko.
Czasem idzie gładko, czasem jak po grudzie. Czasem jest ulga, czasem boli i piecze. Czasem czuć słabo, czasem dość mocno. Czasem wiele się nie ma, czasem całkiem sporo. Życie jest jak sranie...
Czasem idzie gładko, czasem jak po grudzie. Czasem jest ulga, czasem boli i piecze. Czasem czuć słabo, czasem dość mocno. Czasem wiele się nie ma, czasem całkiem sporo. Życie jest jak sranie...
yog7 lat temu
Tormentor
Posty: 17820
Rejestracja:9 lat temu
yog
To przy okazji całość dokumentu poświęconego kapeli, noszącego tę samą nazwę, co powyższy utwór. Przynajmniej do tej pory całość, oglądałem tylko 2 pierwsze odcinki, ale zakładam, że przed premierą albumu to wychodziło i 6 jest ostatni (obym się mylił). Edit: Myliłem się, dodałem i 7. Edit 2: I ósmy - w formie playlisty.
Welcome To The Garden State (Official Documentary):
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Po ostatnim, nieco słabszym The Grinding Wheel miałem obawy co do tegorocznego The Wings of War. Zastanawiałem się, czy Blitz i spółka są jeszcze w stanie przyłożyć czymś konkrentym. Sumienna "lektura" nowej płyty jednak szybko odarła mnie z wszelkich wątpliwości. Tak, to kolejna świetna pozycja w dorobku tej uznanej thrashowej formacji. Już otwieracz z rammsteinowym początkiem daje wszystko to, z czego znany jest Overkill: żywotne riffy, ładnie uwydatniona praca basu i no i rzecz jasna warkot Blitza, który mimo swojego wieku nadal nie oszczędza swoich strun głosowych. W wolniejszym Head of A Pin słychać nawiązania do płyt I Hear Black i W.F.O. , zwłaszcza w refrenie. Niemniej jednak przez lwią część czasu trwania The Wings of War Overkill nie oszczędza się i dostarcza pociski pokroju Batshitcrazy czy Out on the Road-Kill, ociekające energią i werwą. Naprawdę, wiele kapel mogłoby pozazdrościć panom z Overkill sił witalnych.
Ponadto każda z kompozycji osadza się w głowie. Czy to przez świetne, zaciagające gitary w refrenie A Mother's Prayer, czy przez nawiązujące do The Years of Decay Distortion - nie ma tu obecnego na poprzednim albumie mielenia motywów bez polotu i ładu. Najlepszy numer zostawiłem na koniec - mowa o Welcome to the Garden State. Numer mocno osadzony w punku, ale podlany charakterystycznym dla Amerykańców stylem i ciężarówką testosteronu. Po prostu morderca, coś jak Electric Rattlesnake, tylko jeszcze ciężej przy nim usiedzieć spokojnie.
Świetna płyta po prostu. Jakby to ujął Hajasz - Overkill znów pokazał sceptykom solidnego fucka.
Ryszard pisze: ↑7 lat temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
Muszę chyba dołączyć do zachwytów nad nowym Overkillem. Oczekiwałem albumu solidnego i nic ponadto, zwłaszcza, że udostępnione wcześniej Last Man Standing takie właśnie było - solidne i nic więcej. A tu proszę - Overkill spuścił mi wpierdol, który skompresował na jednym albumie . Takie wałki jak choćby wspomniane przez przedmówcę Welcome to the Garden State czy Batshitcrazy łoją w głośnikach aż miło. Dużo też fajnych melodii (jak w Hole in My Soul) i ogólnie tego charakterystycznego dla Overkill groove i chwytliwości. Album może nie wybitny, ale na pewno więcej niż tylko dobry. Zespół siedzi sobie w jednej niszy i radzi sobie w niej od tylu lat tak dobrze, że nawet nie musi z niej za specjalnie wychodzić, żeby nagrać coś porządnego.
Tak jak napisaliście wcześniej - po dość przeciętnej, pozbawionej hitów poprzedniczce wszyscy spodziewaliśmy się raczej standardowego wydawnictwa bez fajerwerków. Nic bardziej mylnego! "Skrzydła Wojny" zawierają wszystko co najlepsze w tym zespole. Wiadomo, że przełomowych kompozycji tu jak na lekarstwo i tak jest już niemal 20-tu lat. Cóż z tego jeśli wokale niezniszczalnego Blitza radują, solówki chwytają za wątrobę, a partie nowego perkusisty leją po czerepie jak stara tłuczkiem. Zajebisty album, dorównujący Ironbound i White Devil Armory.
Za niecałe 2 tygodnie widzę ich w Gdańsku i już wiem, że bez zapasowych pieluchomajtek się nie obędzie.
Non Stop Kolor!
Browar, knajpa, dupy i metal!
Elementw7 lat temu
Master Of Reality
Posty: 204
Rejestracja:7 lat temu
Elementw
Co do samych kompozycji to bdb. Ale albo mój CD jest wadliwy albo album ma brzmienie poniżej krytyki. Kawałek bonusowy , choć ciszej nagrany, brzmi o wiele lepiej. Sprawdzałem CD na dwóch sprzętach.
Wczoraj odsłuchałem sobie na TyTubie ten album i muszę rzec, iż... jest to, kurwa, ekstra petarda! Każdy kawałek mnie zachwycił, każdy ma coś do zaoferowania - nie ma żadnych fillerów, same killery. Chłopaki pokazali, że stary człowiek i może. Może ostro i dynamicznie, jak mało kto! Wielu dużo młodszych od nich może im co najwyżej skoczyć. Porównań do ich poprzednich dokonań nie czynię, bo wcześniej nie znałem, jakimś cudem, tego zespołu. Ten album to ostateczny i niepodważalny argument, by wreszcie tę bandę poznać.
Czasem idzie gładko, czasem jak po grudzie. Czasem jest ulga, czasem boli i piecze. Czasem czuć słabo, czasem dość mocno. Czasem wiele się nie ma, czasem całkiem sporo. Życie jest jak sranie...
Vortex7 lat temu
Tormentor
Posty: 3086
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: Strzałkowo
Vortex
Osz w ryjo, po tym co pisaliście spodziewałem się dobrego krążka, ale nie takiej petardy, zakurwisty jest ten album, pięknie buja ach przy piąteczku miodzio!!!!!!!!